Wiesz, jeszcze czasem myślę o Tobie. Niekiedy nawet
łapię się na tym, że odtwarzając w głowie naszą przeszłość
jak starą taśmę, delikatnie się uśmiecham. Szybko się budzę i karcąc
siebie, staram się widzieć Cię jak najgorzej. Nie umiem już myśleć,
że jesteś wyjątkowy, nie umiem nawet myśleć, że kiedyś taki byłeś.
Sam sentyment tylko kwitnie na ustach przez chwilę, by potem rozmyć
się w krzywy grymas.
Nie chciałam tego, ale muszę, bo tak nie traktuje się kogoś, kto jest
dla Ciebie wszystkim. Teraz już wątpię, czy w ogóle byłam tym wszystkim
dla Ciebie. Dzięki Tobie życie ponownie, dotkliwie skopało mi tyłek,
ale to Ty sam chciałeś skopać mnie po duszy, napluć na nią wyrzygując
z siebie przekleństwa i rozciąć ją na pół, pozostawiając jątrzącą się ranę.
Do niedawna myślałam, że jeszcze kiedyś Cię zrozumiem, że tak jak dawniej,
będziesz moim przyjacielem, a dusze się skleją na powrót, ale dzisiaj
już nawet tego nie chcę. Rozjebałeś wszystko w drobny mak. Nasze życie
rozsypało się jak garść piasku nad jeszcze ciepłą trumną.
Żegnam Cię na pustym peronie. Kiedyś stałam na nim nie mogąc się doczekać,
aż pociąg wreszcie przywiezie mnie do Ciebie. Zawsze tłumy ludzi i te nerwy,
pomieszane z dziką euforią. Dzisiaj jestem tutaj sama. Nikt nie zapowiada
pociągu. Wiem, że go nie będzie. Gdyby nawet nadjechał-nie wsiadłabym do niego.
Już nie. Kiedyś miałam żal do pociągów, które odjeżdżają beze mnie, dzisiaj
żałuję tylko, że nie mam kiedy czytać książek.
Dzięki niemu widzę, że jeszcze mam szansę na ciepło. Uśmiecha się patrząc
mi prosto w oczy i mocno ściska za rękę. Może jeszcze parę dni temu,
odtrąciłabym ją w obawie, ale dzisiaj ściskam jego długie palce z całej siły.
Bezgłośnym dotykiem, muśnięciem palców potwierdzam, że jestem obok.
Zamykam oczy i idę z nim przed siebie. Wiem, że to dobry kierunek.
On też to wie.
Na razie nie puszczam.
Dla A., bo włącza światło tam, gdzie krążą moje cienie.