Leżała naga w wannie, wypełnionej do połowy wrzątkiem.
Prawą stopę oparła o zewnętrzną krawędź, na tle ciemnej
ściany kafelków widać było wyraźnie, jak nad jej skórą
unosi się gęsta para. Druga stopa spoczywała na dnie,
a żyły w niej pulsowały gorącą krwią. Lewe udo oparła
o ścianę wanny, a jej kolano spoczywało dokładnie pod kranem,
z którego co jakiś czas spadała zimna kropla wody. Z samej góry
jej czoła spływały krople potu, wędrowały dalej po jej rozpalonych
skroniach i wzdłuż nosa, a później wpadały do rozchylonych,
suchych ust, albo drżały chwilę na jej brodzie i spadając
rozpryskiwały się na rozgrzanym dekolcie. Serce tłukło się
o jej żebra z ogromną siłą, oddychała ciężko i płytko,
coraz trudniej było jej złapać rześki tlen w płuca.
W końcu wstrzymała oddech zupełnie i osuwając się plecami po
gładkim brzegu wanny, zanurzyła się cała pod wodą. Skulona na boku
jak embrion, leżała tak przez dłuższą chwilę, zakrywając twarz rękami.
Nie mogła już wytrzymać ciśnienia w swojej głowie, czuła na czaszce
każdą żyłę, tętnicę, które drżąc, stawały się coraz szersze i szersze.
Pękła wreszcie. Wynurzyła się z wody i płacząc zaciągnęła się
silnie powietrzem, jak nowo narodzone dziecko.
I po co Ci była ta szopka, kretynko?
On i tak przyjdzie i zapyta gdzie byłaś dzisiaj w nocy.
26 kwietnia 2009
20 kwietnia 2009
cukier
Siedzieli przy stole naprzeciwko siebie i milczeli.
Ona złotą łyżeczką usypywała małe, białe górki w cukierniczce,
później wygładzała je zupełnie, rozchylając przy tym usta
i zamykając je dopiero, kiedy pojedyńcze kryształki zdawały
się ściśle do siebie przylegać.
On przesuwał w palcach koronkowy rąbek obrusu-od prawej
do lewej, tak daleko jak sięgnął nie ruszając się z miejsca-
i z powrotem. Wahadło zegara leniwie wybijało kolejne kwadranse
i cichym tykaniem płynęło dalej po tarczy.
- To nie ma sensu.-Powiedziała wreszcie ona, upuszczając
z łyżeczki ostatnie ziarenko cukru.
- Co?-Zapytał on, nie odrywając wzroku od obrusu.
- My.
- Ach my... Tak...-Odpowiedział, ściągając brwi, pochylając
głowę i wbijając wzrok w obrus tak, jakby nagle dostrzegł
w nim coś niezmiernie interesującego.
- Wyjdź.- Powiedziała ona spokojnie, wygładzając cukier łyżeczką.
On milczał. Coraz szybciej przesuwał koronkę w palcach.
Wreszcie szarpnął obrus gawałtownie i zerwał go z blatu stołu.
Cukierniczka roztrzaskała się na podłodze wśród brzęku porcelany.
Wyszedł, rozgniatając butem skrzypiący cukier rozsypany na kafelkach.
Ona wbiła wzrok w podłogę. Mrówki podkradały jej cukier i znikały
szeregiem pod kuchenną szafką.
Ona złotą łyżeczką usypywała małe, białe górki w cukierniczce,
później wygładzała je zupełnie, rozchylając przy tym usta
i zamykając je dopiero, kiedy pojedyńcze kryształki zdawały
się ściśle do siebie przylegać.
On przesuwał w palcach koronkowy rąbek obrusu-od prawej
do lewej, tak daleko jak sięgnął nie ruszając się z miejsca-
i z powrotem. Wahadło zegara leniwie wybijało kolejne kwadranse
i cichym tykaniem płynęło dalej po tarczy.
- To nie ma sensu.-Powiedziała wreszcie ona, upuszczając
z łyżeczki ostatnie ziarenko cukru.
- Co?-Zapytał on, nie odrywając wzroku od obrusu.
- My.
- Ach my... Tak...-Odpowiedział, ściągając brwi, pochylając
głowę i wbijając wzrok w obrus tak, jakby nagle dostrzegł
w nim coś niezmiernie interesującego.
- Wyjdź.- Powiedziała ona spokojnie, wygładzając cukier łyżeczką.
On milczał. Coraz szybciej przesuwał koronkę w palcach.
Wreszcie szarpnął obrus gawałtownie i zerwał go z blatu stołu.
Cukierniczka roztrzaskała się na podłodze wśród brzęku porcelany.
Wyszedł, rozgniatając butem skrzypiący cukier rozsypany na kafelkach.
Ona wbiła wzrok w podłogę. Mrówki podkradały jej cukier i znikały
szeregiem pod kuchenną szafką.
Subskrybuj:
Posty (Atom)