8 maja 2009

zniewoleni

Zauważyłeś, że wszyscy pierwszoklasiści piszą tak samo?
Stawiają identyczne, wielkie, rozchwiane litery, starając
się wcisnąć je w ciasne linie i kratki. Wielkie bazgroły,
które dziurawią papier, przebijają na drugą stronę lepkim
tuszem i zdają się ważyć tonę. W wymiętym zeszycie roi się
od błędów, skreśleń, kleksów. Nie ma w nim miejsca i czasu
na białe plamy korektora i rysunki na marginesie.

Zauważyłeś, że wszyscy starzy ludzie piszą tak samo?
Haczykowate, pokurczone, litery z wpadniętymi brzuszkami,
tak ostre, że gdybyś wyciął je z papieru, pewnie poraniłyby
Ci palce. Lista zakupów, spis rachunków do zapłacenia,
składników na ciasto bakaliowe-wszystko zapisane czarnym
flamastrem, żeby móc przeczytać to bez okularów.
Zapisują to wszystko na pociętych kartkach z tych
ściennych kalendarzy z przesuwanym okienkiem,
żeby nie marnować papieru.
Ja nigdy takiego nie miałam, ale pewnie kiedyś
i u mnie zawiśnie ten cud techniki.

A zauważyłeś jak piszą wszyscy Ci, którzy są pomiędzy?
Każdy inaczej. Po swojemu.

A wiesz jak pachnie skóra dziecka? Nie przesiąknięta
jeszcze potem, strachem, brudem? Taka czysta, miękka,
gładka i jednolita. Tym zapachem można się zachłysnąć
i stracić oddech na chwilę. Słodki jak cukier
i delikatny jak powietrze.

A wiesz jak pachnie skóra starego człowieka? Czujesz
starość, szarość, pot i ogólne zmęczenia materiału,
nieświeży oddech. Zmiany pigmentowe na pomarszczonej,
suchej skórze i te zamglone oczy.

Zniewoleni w zapachu własnego ciała,
literach dużych i małych.

5 maja 2009

jesteśmy specjalistami

Wśród lekarzy z toksykologii krąży takie powiedzenie:
"Powiedz mi co wziąłeś, a powiem Ci kim jesteś."
I faktycznie, każdy z nas jest kimś innym. Każdy, wiesz?

Relanium plus środki nasenne-wszystko w dużych dawkach.
Jeśli to wziąłeś-jesteś kobietą. Jeśli jesteś mężczyzną,
to na pewno nie masz jaj.

Pomieszane z poplątanym, czyli całe bogactwo Twojej apteczki.
Nieważne czy to antybiotyki, witaminy, leki przeciwbólowe,
czopki, czy zastrzyki-łykasz wszystko jak gęś, bo myślisz,
że tak będzie kolorowiej. Jeśli zjadasz co popadnie, to jesteś
głupią nastolatką, która nie zna się na lekach, boi się śmierci
i płukania żołądka.

Leki Twoich starych, albo dziadków-na depresję, podagrę,
stwardnienie rozsiane, kataraktę i tym podobne pierdoły.
Jeśli Twoi starzy się leczą, to znasz skład ich leków na pamięć,
a Twój ulubiony fragment z ulotki, to "działania niepożądane"
i "przedawkowanie". Bóle brzucha. Nudności. Wymioty. Biegunka.
Zaparcia. Utrata przytomności. Padaczka. Śpiączka. Ślepota.
Nigdy nie piszą "śmierć"-sam musisz wiedzieć, jak osiągnąć taki
efekt. I wiesz. Jesteś w końcu specjalistą.

Barbiturany. Nie jesteś samobójcą, tylko ćpunem. Będziesz wracał
tu za każdym razem, kiedy ktoś zauważy, że przedawkowałeś, bo na
zajebistym tripie masz omamy i bełkoczesz bez sensu.

Metadon. Co wolisz: metadon, czy heroinę? Biorąc to pierwsze,
nie zapomnisz o drugim. Metadon to gówno. Jak już ćpasz,
to porządnie. He-ro-i-na. Do zobaczenia na następnym haju.

Wiesz, właściwie mogłabym wymieniać wszystkie leki i narkotyki
po kolei, układać je w różne kombinacje, dolewać do nich trochę
alkoholu, albo nawet denaturatu, dla odważniejszych, po prostu
bardziej spragnionych i mało wymagających, ale to bez sensu.
Opowiem Ci jedną historię.

Była tu kiedyś pewna dziewczyna. Niebrzydka. Wysoka szatynka,
o ciężkich, lśniących, zdrowych włosach. Miała śniadą karnację
i piegi na nosie. Właściwie nie była zjawiskowa, ani ciekawa.
Właściwie była zwykła. Niczym się nie wyróżniała na zewnątrz,
tutaj jednak była sensacją. Zdziwiło mnie, że taka zadbana
dziewczyna znalazła się w takim miejscu. Wiesz, ci wszyscy
ćpuni, lekomani, samobójcy z powołania, którym się wydaje,
że mają po siedem żyć i wszystkiego muszą spróbować. Ona nie
miała pociętych rąk, ani nóg, nie miała blizn po niedopałkach,
ani agrafek w ustach. Nie miała nawet tatuaży, ani kolczyków.
Była zwykła, a jednak taka inna.
Kiedy pojawia się taka dziewczyna na szpitalnym korytarzu,
to każdy z nas chce wiedzieć kim ona jest, zdaniem lekarzy.
My sami już dobrze wiemy, kim jesteś jeśli powiesz nam co wziąłeś.
Ona z nikim nie chciała rozmawiać. Zakładaliśmy się o to,
co wzięła. Kilka osób twierdziło, że jest modelką i bierze
tylko fetę, żeby nie paść na wybiegu. Pasowałoby.
Inni twierdzili, że jara trawkę z haszem, a później daje dupy
za pieniądze. Pasowałoby.
Jeszcze inni uważali, że to po prostu jedna z tych "normalnych",
którzy trafili tu przypadkiem, bo zatruli się nieświadomie.
Nie pasowałoby. Nie rzygała. Nie słaniała się na nogach. Nie
trzymała się za brzuch. Ona po prostu wkroczyła na szpitalny
korytarz w piżamie w różowe misie i grzecznie położyła się
w wyznaczonym dla niej łóżku.

Ja z Weroniką uważałam, że przedawkowała i jest specjalistką.
Była zielona na twarzy. Pasowałoby. Poza tym, z jej oczu i spod
wachlarza tych zalotnych, wytuszowanych rzęs, wyzierało spojrzenie
małej kurwy. Pewnie się załamała, że dała już dupy całemu liceum,
chciała odlecieć i nigdy nie wylądować. Pasowałoby.

Po kilku dniach ją wypisali. Wiedziała, że obstawiamy, co wzięła.
Gardziła nami. Ubrała się w swoje modne ciuchy, skrojone jakby
specjalnie na nią, pasujące na tylko jedną osobę na świecie,
wcisnęła wszystkie swoje rzeczy do zielonej walizki na kółkach,
firmy "Samsonite" i zarzucając biodrami jak struś, wyszła.
Kroczyła wolno korytarzem, do szklanych drzwi, za którymi
zaczynał się normalny świat-ten, od którego tak bardzo chcieliśmy
uciec, ten, za którym każdy z nas był taki sam.
Wytrzeszczone, przećpane oczy całego oddziału, z których zamiast
łez płynął alkohol, nadtlenek wodorku, spirytus salicylowy, albo
denaturat, żegnały ją i odprowadzały tam, gdzie my nie chcieliśmy
się znaleźć na dłużej nigdy. Zatrzymała się przed drzwiami
i przez chwilę stała do nas tyłem, szukając czegoś w małej
torebce Viton'a. Widzieliśmy w szybie jej odbicie, to, jak
marszczy brwi i zagryza usta. Rzuciła małą kartkę na podłogę
i wyszła, trzaskając drzwiami do naszego świata. Podbiegliśmy tam,
gromadząc się w ciasnym kółku dookoła kartki jak zwierzątka, które
jeśli trzeba wejdą sobie na głowę, żeby tylko zaspokoić swoją
ciekawość. Każdy z nas bał się schylić. Patrzyliśmy na zmięty
kawałek papieru w kratkę, okolony ciasnym murem naszych
kolorowych kapci. Wreszcie Sylwia podniosła kartkę z ziemi,
spojrzała na nią, przesunęła wzrokiem po tekście i odeszła.
Każdy po kolei robił to samo. Wyglądało to jakbyśmy stali
w kolejce po sakrament, tylko, że każdy brał go sobie sam
i po chwili miał go w dupie. W końcu, wiadomość od nowej
przeczytała Weronika. Podniosła wzrok, odszukała mnie w tłumie
i uśmiechnęła się.

- Wygrałyśmy, ale nie do końca.-Powiedziała do mnie.
- Jak to nie do końca?
- Wzięła fenodrom w bardzo dużych dawkach, domieszała
siedmiokrotną dawkę fluoksetyny i popiła nieoczyszczonym
spirytusem. Niezła jest.
- Cholera, czyli nie dawała dupy.
- No. Szkoda, kurwa, bo to by do niej pasowało.
- No, pasowało...-Powiedziałam smutno i poszłyśmy do swojego pokoju.

Później, słyszałam jak facet z OIOMu mówił o tej dziewczynie, że
nigdy jeszcze nie widział tyle spermy w trakcie płukania żołądka.
Nie musisz nawet mówić co wziąłeś, nie musisz mówić nawet
kim jesteś. My to wiemy. Popatrz jak wyglądasz. Jesteśmy
specjalistami. Wygrałyśmy. Do zobaczenia na następnym haju.