Siedzieli przy stole naprzeciwko siebie i milczeli.
Ona złotą łyżeczką usypywała małe, białe górki w cukierniczce,
później wygładzała je zupełnie, rozchylając przy tym usta
i zamykając je dopiero, kiedy pojedyńcze kryształki zdawały
się ściśle do siebie przylegać.
On przesuwał w palcach koronkowy rąbek obrusu-od prawej
do lewej, tak daleko jak sięgnął nie ruszając się z miejsca-
i z powrotem. Wahadło zegara leniwie wybijało kolejne kwadranse
i cichym tykaniem płynęło dalej po tarczy.
- To nie ma sensu.-Powiedziała wreszcie ona, upuszczając
z łyżeczki ostatnie ziarenko cukru.
- Co?-Zapytał on, nie odrywając wzroku od obrusu.
- My.
- Ach my... Tak...-Odpowiedział, ściągając brwi, pochylając
głowę i wbijając wzrok w obrus tak, jakby nagle dostrzegł
w nim coś niezmiernie interesującego.
- Wyjdź.- Powiedziała ona spokojnie, wygładzając cukier łyżeczką.
On milczał. Coraz szybciej przesuwał koronkę w palcach.
Wreszcie szarpnął obrus gawałtownie i zerwał go z blatu stołu.
Cukierniczka roztrzaskała się na podłodze wśród brzęku porcelany.
Wyszedł, rozgniatając butem skrzypiący cukier rozsypany na kafelkach.
Ona wbiła wzrok w podłogę. Mrówki podkradały jej cukier i znikały
szeregiem pod kuchenną szafką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz