Czy jeśli przywiążę Cię do drzewa w samym środku
lasu, w noc ciemną i zimną i odwrócę się na pięcie
w złości, ciekawości, albo roztargnieniu i odejdę,
to czy będziesz czekał?
Czy zostaniesz?
Czy jeśli deszcz płynąc wytrwale po Twoim karku
wypłucze kolor z Twojej koszuli, której tak nie lubię,
a szyszki nieustępliwe będą drążyć w Twoich kolanach
piekące rany, to czy nadal będziesz?
Co powiesz jeśli wrócę, kiedy już uwolnię Twoje zmęczone
nadgarstki z pęt sztywnych, jednym cięciem noża?
Idziemy obok siebie muskając się jedynie wierzchami dłoni,
w milczeniu tak głębokim, jak czerń naszych połyskujących
źrenic, wbijając wzrok w przestrzeń i wcale jej nie widząc.
Marszczymy czoła i nosy, jakby coś nagle zafrapowało nas
wielce gdzieś za siódmym drzewem po lewej i było ważniejsze
od słów, które tak trudno cisną się na usta.
- Nic nie powiesz?
- Nie.- Odpowiadam, odgarniając kosmyk włosów opadający
na policzek.
Nie wiem na jak długo bym odeszła. Może stanęłabym gdzieś
daleko, wciąż Cię widząc i patrzyłabym czy nadal jesteś.
Czasami mam ochotę zniknąć, być gdzieś, gdzie nie ma nikogo,
mieć dla siebie potężną przestrzeń i chłonąć z jej powierzchni
cierpkie powietrze. Widzieć tylko kontury ludzi majaczące
szarością gdzieś za linią horyzontu. Wiem, że Ty też tak
masz, że chowasz się gdzieś dyskretnie, a ja wtedy siłą Cię
stamtąd wyciągam. Czasami jednak to ja chcę, żebyś zniknął.
Chcę wiedzieć, ze Cię nie ma i nie będzie, nie patrzeć,
nie myśleć, nie mówić nic. Przywiązuję Cię wtedy do drzewa
i odchodzę.
- Naprawdę nie masz mi nic do powiedzenia?
- Nie.
Zatrzymujesz się, opierasz się jedną ręką o gruby dąb
i ciężko wzdychasz, robiąc przy tym jedną z tych min,
które sprawiają, że w sekundę przestaję Cię lubić.
Powoli odchodzę, a Ty stoisz pod dębem i patrzysz
na wyschnięte, zszarzałe żołędzie.
Nie patrzę, nie myślę i nic nie mówię, słucham tylko
jak deszcz miarowo spada na wyschnięte liście.
Czy będziesz czekał-nie wiem, bo nie wiem, czy ja
po Ciebie wrócę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz