Krągłe krople deszczu leniwie płyną po szkle.
Anemiczne liście lekko opadają gdzieś wszędzie.
Pierwszy deszcz zabębnił po duszy kakofonicznym echem.
Pierwszą mgłą zaszły zmęczone, suche oczy.
Pierwszy wiatr zawył i pognał dalej pozostawiając
drżące brzęczenie w uszach.
W dni takie jak ten czekam na ciemność,
na gwiazdy, które zgasły i obudzą się wiosną,
na wiatr, który dusi mnie mroźnym oddechem,
na ciszę, która brzmi tak samotnie i pięknie,
kiedy jest przy mnie i tylko ja ją słyszę.
Grzejąc sine palce o gorący kubek staram się
patrzeć przed siebie tak, żeby nic nie widzieć,
staram się mieć w głowie pustkę, żeby nie myśleć.
Z głośników sączy się cisza, membrany milczą
jak zaklęte.
Taka głucha, ślepa i pusta, czekam, aż to wszystko
zniknie. Zamykam oczy i wierzę, że ta czerń spod
powiek jest moją jedyną rzeczywistością, a cała
reszta to złudzenie, jak połamane obrazki
z kalejdoskopu.
Dlaczego zawsze teraz bezsens otula mnie całą
jak płaszcz z igieł odwrócony na lewą stronę?
Taka głucha, ślepa i pusta staram się iść dalej
w mgłę, deszcz i zawieję.
Nie czuję już nóg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz