21 października 2009

głośna samotność

Krągłe krople deszczu leniwie płyną po szkle.
Anemiczne liście lekko opadają gdzieś wszędzie.
Pierwszy deszcz zabębnił po duszy kakofonicznym echem.
Pierwszą mgłą zaszły zmęczone, suche oczy.
Pierwszy wiatr zawył i pognał dalej pozostawiając
drżące brzęczenie w uszach.

W dni takie jak ten czekam na ciemność,
na gwiazdy, które zgasły i obudzą się wiosną,
na wiatr, który dusi mnie mroźnym oddechem,
na ciszę, która brzmi tak samotnie i pięknie,
kiedy jest przy mnie i tylko ja ją słyszę.

Grzejąc sine palce o gorący kubek staram się
patrzeć przed siebie tak, żeby nic nie widzieć,
staram się mieć w głowie pustkę, żeby nie myśleć.
Z głośników sączy się cisza, membrany milczą
jak zaklęte.

Taka głucha, ślepa i pusta, czekam, aż to wszystko
zniknie. Zamykam oczy i wierzę, że ta czerń spod
powiek jest moją jedyną rzeczywistością, a cała
reszta to złudzenie, jak połamane obrazki
z kalejdoskopu.

Dlaczego zawsze teraz bezsens otula mnie całą
jak płaszcz z igieł odwrócony na lewą stronę?

Taka głucha, ślepa i pusta staram się iść dalej
w mgłę, deszcz i zawieję.

Nie czuję już nóg.

Brak komentarzy: