"Pisarz zbiera obrazy, dźwięki, zapachy. Chomikuje je wszystkie, strzeże zazdrośnie, jakby każdy był nieobjawiona tajemnicą fatimską. A to ukryje pod powiekami kłótnię w sklepie, a to grymas twarzy nieznajomego, a to niepozorne, choć kongenialne zdanie, które wypowiedział taksówkarz. Wszystko się przyda, ponieważ najlichsze nawet słowo może odbijać człowieczy kosmos."
Mariusz Sieniewicz
"Pisarski stosunek przerywany"
Choć pisarz ze mnie żaden, to sama też zbieram różne obrazy i historie,
które dzieją się gdzieś obok, po drodze, a same w sobie w danym momencie
nie mają dla mnie żadnego sensu, nic nie wnoszą. Często wielu z nich nigdzie
nie da się przykleić, dopasować do chaotycznej układanki pływającej w mojej
głowie. Tkwią zawieszone między snem a jawą, czasem się przyśnią, a czasem,
usłyszane gdzieś słowa rozbrzmiewają nagle w mojej pamięci pełną frazą,
trzeźwym tonem i tym samym głosem. Chwilami mam wrażenie, że robią
to specjalnie, że tłuką się po mojej czaszce celowo, grzechoczą jak
mak w makówce i każą mi spisać je na papier, zanim zupełnie się
rozmyją i odpłyną bezpowrotnie w cień. Wiem, że są i staram się
o nich pamiętać, a one tymczasem leniwie leżakują i czekają,
aż na powrót tchnę w nie życie. Są mi potrzebne, choć właściwie często
nie wiem dlaczego, ale one o tym wiedzą.
To jest trochę tak, jak z ludźmi, którzy żyją obok ciebie i w zasadzie są ci
obojętni, ale kiedy znikają, czegoś ci brakuje i jest inaczej. Ty nawet ich nie
znasz, wiesz jedynie na którym przystanku wysiadają, o której godzinie idą
z psem na spacer, jakie zajmują miejsce w autobusie. Wiesz, że palą papierosy
i wiesz jakie, ale to wszystko. Oni po prostu są, mijają cię i prawdopodobnie
nigdy nie zamienisz z nimi nawet jednego słowa. Do tak wielu rzeczy się
przyzwyczajasz i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Znasz na pamięć
drogę, którą chodzisz codziennie i w zasadzie jest ci ona obojętna,
ale kiedy nagle zabraknie na niej choćby jednego drzewa, domu, czy latarni,
to wpatrujesz się w puste miejsce dziwiąc się, jak mogłeś tego nie zauważyć,
skoro chodzisz tędy tak często. Od tego momentu już zawsze będziesz
mimowolnie spoglądał na te puste miejsca i przy każdym takim spojrzeniu,
poczujesz delikatne ukłucie gdzieś między kręgosłupem a żebrami.
Ostatnio znowu się to stało. Czegoś zabrakło, coś zamilkło i zgasło.
W pierwszej chwili pomyślałam, że po prostu go nie zauważyłam,
że gdzieś poszedł na chwilę i dlatego, kiedy autobus, którym jechałam
mijał płot jego posesji, on umknął moim oczom. W drodze powrotnej
siedziałam w innym miejscu, a zmęczenie, które mnie ogarnęło spowodowało,
że zapomniałam spojrzeć za jego płot i sprawdzić, czy wrócił.
Następnego dnia rano znów go nie było. Wieczorem także. Od wtedy,
codziennie, w zaniepokojeniu, z nosem przy szybie, czujna jak
ptak w chwili grozy, wypatrywałam jego zmęczonej, pokrzywionej
starością sylwetki, jego poblakłych, smutnych oczu, ale nigdzie
ich nie było. Rażąca pustka powtarzała się tak dzień za dniem.
A on? A on zniknął gdzieś, zapadł się pod ziemię, ktoś go nakrył
niewidzialną peleryną i schował przed światem.
W takich chwilach zawsze spodziewasz się najgorszego. Masz jeszcze
nadzieję, że będzie inaczej, że będzie tak samo, ale z dnia na dzień
ona topnieje jak lód na gorącym słońcu i w końcu znika, rozmywa się
gdzieś wąskim strumykiem, a potem paruje i ginie pośród rozstrzelanych
promieni gorącego słońca. A ty, nie wiedzieć czemu, czując piekąca sól
pod powiekami, ronisz łzę za łzą, zastygasz i nieświadomie wtulasz
się w zimne objęcia smutnej melancholii.
Właściwie to go nie znałam. Nigdy nie widziałam go nawet inaczej,
niż zza szyby. Przyzwyczaiłam się do niego i polubiłam go.
Miał w sobie coś takiego, co kazało mi go lubić, a jednocześnie
budziło we mnie współczucie i żal. Chciałam go uwolnić. Otworzyć
tę furtkę, za którą ktoś go zamknął i kazać mu uciekać. Może
wreszcie spojrzałby wtedy na mnie tymi smutnymi oczami, a potem
by odszedł i już nigdy bym go nie spotkała. Nie wiem nawet, czy
by mi podziękował. Nie wiem nawet, czy mógłby uciec na tych wątłych
krzywych nogach.
Nie ma go już od jakiegoś miesiąca. Wiem już, że na pewno nie wróci,
że odszedł na dobre. Mam tylko nadzieję, że jest tam szczęśliwy,
że jest młody, zdrowy i sprawny. Wierzę w to, że gdzieś jest
i z radości merda ogonem. Wiem, bo przecież wszystkie psy idą
do nieba. Wiem to na pewno. To był jego ostatni spacer.
4 komentarze:
pisarz to z Ciebie zaden za to pisarka calkiem niezla ;P
Z Ciebie pisarz ze mnie mizerny krytyk, podbierając słowa koledze wyżej. Moje drugie podejście do Twojej twórczości i znów bardzo pozytywne odczucia, bardziej emocjonalny, ciepłem emanuje :). Szkoda że wcześniej nie miałem okazji poczytać , teraz dużo trzeba nadrabiać :P
A.
P.S. Dobrej muzyki słuchasz.
Thank U
a playlista jest od dawna nieaktualizowana bo mi się nie chce tego robić...
Ale last.fm też masz ciekawy :P
A.
Prześlij komentarz