29 maja 2011

wola boska

Jadę autobusem, nastrój raczej żaden. Zatrzymujemy się na kolejnym
przystanku, a na nim od razu mój wzrok przykuwa przygarbiona staruszka-
tytka w łapie, okulary, pastelowe kolory idealnie ubierają postać wybierającą
się niebawem na rejs po Styksie. Na widok wolnego miejsca koło mnie,
w jej zgaszonych oczach ukrytych za zapaćkanymi szkłami, dostrzegam
jakiś błysk-iskierkę nadziei na przejażdżkę za darmochę na siedząco.
Wyczułam to w jedną nanosekundę, a w następnym jej ułamku zwiotczałe
udo już wgniatało się w moje. Nagle w mojej głowie aktywowało się
wkurwienie, wzrosło ciśnienie krwi, a mózg toczył przekleństwa.
Nie minęło dziesięć minut, a już czuję jak szew dżinsów przyspawał
mi się do skóry. Nie wytrzymuję już, nie pomaga nawet miękki i zwiewny
jak płatki maku wokal Feist, który zawsze pomaga mi rozprostować
wszystkie skłębione adrenaliną zwoje w mózgu. Myślę tylko o tym,
że chcę umierać młodo, nagle i mitycznie, jak Nahacz, Wojaczek, czy Hłasko,
powiesić się jak Stachura, otruć gazem jak Sylvia Plath. Nie chcę zamęczać
innych pokoleń swoim wiekiem, sapaniem i przywilejami.
Szlag mnie, kurwa, trafia z tym babskiem. Wstałabym nawet, ale ta stara
tak mnie przygniotła pomarszczonym dupskiem, że boję się wypadku przy
jakiejkolwiek zmianie pozycji. Wyciągam więc cienkopis (pióro chwilowo
poszło w odstawkę, kiedy wczoraj zachlapałam sobie nowe dżinsy czarnym
atramentem) i kartkę. Stara gapi się przez ramię na moje ręce. Zasłaniam się
teczką i staram się pisać pod takim kątem, żeby cienkopis się nie zbuntował
i żeby stara wzrokiem starego sokoła nie rozczytała pisma.
Zaczynam pisać, uciekam w bezgłośne litery, żeby wypluć z siebie nadciśnienie
i nie zwalić baby z siedzenia w przypływie braku tolerancji dla wieku.
W chwilach takich, jak ta, jestem za eksterminacją starców albo chociaż za
wprowadzeniem obowiązkowych testów dla ludzi powyżej sześćdziesiątki
sprawdzających, czy nadal nadają się do życia w społeczeństwie, albo chociaż
(kurwa!) za prawem do odstrzału jednego człowieka raz na kwartał.
Ona gapi się na mnie tak natarczywie, że jej wzrok chyba zaraz wypali dziurę
w kartce. Sporadycznie spoglądam na nią kątem oka, żeby poznać wroga
i dokładniej zlokalizować jego wzrok. Ma wąsy i brodę, kurczowo trzyma się
rury-jakby była dla niej jakimś magicznym atrybutem, mojżeszową laską
albo chociaż królewskim berłem i nie puści, suka, bo się chyba świat skończy
gdyby puściła.
Nie chcę dożyć tego wieku, więc zabij mnie, proszę, szybko, głośno, a potem
zmitologizuj mnie sobie jak Gretę Garbo, postaw mnie w wersji black and white
na szafce nocnej i się do mnie, kurwa, módl, bo jestem tu z woli nieba.

1 komentarz:

Lils pisze...

"chcę umierać młodo, nagle i mitycznie, jak Nahacz, Wojaczek, czy Hłasko,
powiesić się jak Stachura, otruć gazem jak Sylvia Plath. Nie chcę zamęczać
innych pokoleń swoim wiekiem, sapaniem i przywilejami." - coś w tym jest, powiedziałabym nawet więcej niż coś ;)