10 listopada 2011

jaskółki

Jechali samochodem szosą pełną mgieł i półcieni. Była chłodna, wiosenna noc.
On palił papierosa i patrzył przed siebie przez szybę pełną dymu. Ona, nucąc jakąś
dziecinną melodię, przesuwała w palcach sznur czarnych korali. Jeszcze kilka minut temu się kłócili, teraz już ze sobą nie rozmawiali. Zjechał na pobocze i zatrzymał samochód.
- Wysiadaj.-powiedział sucho.
Podniosła głowę, oderwała wzrok od korali i spojrzała na niego mrużąc oczy od dymu.
- Nie zostawisz mnie tutaj.-Wyszeptała głosem tak kruchym, jak najcieńsza chińska porcelana.
- Wysiadaj, powiedziałem!
Ani drgnęła. Pochylił się nad jej udami i nacisnął na klamkę z jej strony. Drzwi skrzypnęły i powoli zaczęły się otwierać. Zimny wiatr wdarł się do środka. Kiedy cień spłynął, ich twarze
stały się wyraźne. Spojrzała na niego ze łzami w oczach.
- Nie zrobisz mi tego, do cholery!-Krzyknęła, przełykając łzy.
Wypchnął ją z samochodu, zatrzasnął drzwi i odjechał, zostawiając ją samą na wilgotnym asfalcie.
- Głupia suka!- Wypluł ze złością. Pędził przed siebie nie patrząc w lusterka i nerwowo stukając palcami o kierownicę. W jego dłoniach rozbłysła zapałka. Dym papierosa wtopił się w mgłę i rozpłynął. On też zniknął.
Kucnęła na brzegu asfaltu i nadal bawiła się koralami. Owijała je wokół nadgarstków i kostek, przesuwała nad górną wargą, układając usta w dziubek. Czekała. Jej rodzice też się tak kłócili. Nieraz ojciec wyrzucał matkę z samochodu i kazał jej pieszo iść do domu. Po jakimś czasie wracał, a kiedy nie mógł jej znaleźć, bo poszła skrótem, albo ktoś ją podwiózł, darł się na nią później jeszcze bardziej. Krzyczał, że tak się martwił, że jak ona mogła. Ale zawsze wracał. On też wróci.
Jechał cały czas dalej zostawiając za sobą kilometry mokrego asfaltu. Obracał w palcach wilgotny filtr i co chwilę zaciągał się mocno marszcząc przy tym brwi. Nagle przypomniała mu się ich dawna rozmowa.
- Podobno mnie kochasz?-Pytał i spoglądał na nią kątem oka.
- Podobno ty mnie też.-Mówiła i uśmiechała się spuszczając wzrok.
- Kto ci takich głupot naopowiadał?
- Nie wiem. Obiło mi się o uszy.-Odpowiadała, a dołeczki w jej policzkach robiły się coraz wyraźniejsze.
Zatrzymał samochód, wysiadł i spojrzał za siebie. Mgła połknęła wszystko. Ją też. Wsiadł z powrotem do auta i zawrócił. Dusił mocno na pedał gazu i starał się ją odnaleźć we mgle. Zawsze tak robił. Zawsze wracał, a ona czekała. Zawsze się kłócili, a później wracali
do domu i bez słowa ogrzewał w dłoniach jej zmarznięte stopy. Znalazł ją w końcu, skuloną pod wielkim dębem, zziębniętą i drżącą. Obszedł samochód dookoła i otworzył jej drzwi.
- Chodź.- Powiedział i pocałował ją w zroszone mgłą czoło. Odjechali. W końcu ona odezwała się zduszonym głosem.
- Wiesz, że jaskółki znów budują gniazdo pod naszym dachem?
- To dobrze...
Znów odetchnął z ulgą, że ją znalazł i powiedział sobie, że nigdy więcej. Znów.
-...To bardzo dobrze.

Brak komentarzy: