19 września 2008

jesień

Nie lubię jesieni. Nie lubię patrzeć jak liście żółkną i czerwienieją, by później opaść cichym szeptem na jałową ziemię, pozostawiając drzewa zupełnie nagie i bezsilne . Nagle ptaki milkną, świersze chowają swoje skrzypce, bociany odlatują, by wygrzewać mokre i zmęczone podróżą skrzydła w promieniach południowego słońca. Wreszcie krzykliwe dzieciaki z zawsze przeładowanymi i gruchoczącymi tornistrami powolnie i bez entuzjazmu idą do szkoły, ciągnąc za sobą worki z tenisówkami.
Nie lubię dzieci, a najbardziej tych w wieku podstwówkowo-gimnazjalnym. Straszne zarozumialce. Szorują nosami o sufit i chwalą się tupiąc markowym bucikiem. Dzieci zawsze były okrutne, nawet ja to pamiętam. Napiętnowany był każdy, kto czymś odstawał, czymś nie pasował do 'wybitnej reszty'. Pamiętam jak w czwartej, albo piątej klasie Anka wyśmiała Piotrka, kiedy zimą przyszedł w za dużych butach. Razem z Kają biegały na przerwie po korytarzu i krzyczały: "Piotrek dostał w spadku buty po pradziadku!" Śmiali się nieliczni. Może i nas by to śmieszyło, gdyby nie to, że dobrze wiedziliśmy jak komu się w domu układa. Tata Anki był piłkarzem, a Kai-prawnikiem, więc co tu dużo gadać. Najciekawsze jest jednak to, że później obie były w nim wielce zakochane...Cóż, życie pisze w końcu różne scenariusze.
Jesień jest nudna i do dupy, choć dla kogoś, kto na codzień nie uśmiecha się do nowego dnia, zaokienny stan rzeczy nie powinien właściwie stanowić istotnej różnicy, czyli na pewno nie takiej, która ma większy wpływ na jego samopoczucie. A jednak. Powiew zimnego, jesiennego wiatru, nie wywołuje już we mnie ciepłych wspomnień z tegorocznego rejsu, słońce jest już za daleko i nie potrafi ogrzać zmarzniętego nosa, no i ten świerszcz spod balkonu... Przez całe lato tak pięknie grał na skrzypcach wieczorne koncerty...Jak to jest ze świerszczami-zapadają w sen jak niedźwiedzie, czy po prostu umierają w ciszy? Nie znam się na owadach, na niewielu rzeczach się znam, ale jeśli umierają, to czy ten przyszłoroczny będzie grał tę samą melodię? I dlaczego jest tak, że jesienią herbata z cytryną smakuje inaczej? Lepiej? 
I deszczu nie lubię. Nie lubię. Nie znoszę parasoli. Parasol-przydatna rzecz w końcu, ale w ręce człowieka staje się niebezpiecznym narzędziem. Rzeka ludzi płynie ulicą, każdy trzyma w ręce parasol, każdy na odpowiadającej do jego wzorstu wysokości i w końcu niewiadomo, czy są one po to, żeby chronić od deszczu, czy od innych parasoli... A najgorsze, kiedy jakaś zaaferowana pani składając broń przed wejściem do autobusu, "sprzeda" ci lodowatą kroplę prosto za kołnierz, na cieplutką szyję...
Nie lubię jesieni, bo mokną huśtawki, a ja lubię huśtawki. Czasem tak mam, że wsiadam na huśtawkę, moją huśtawkę i nie robię nic, tylko się huśtam. Na mokre huśtawki nie przychodzą już dzieci po szkole, dobrze.
I tak by nie przyszły, bo to moja huśtawka nastrojów, chociaż też moknie, kiedy nie mam parasola. 

Brak komentarzy: