Leżała naga w wannie, wypełnionej do połowy wrzątkiem.
Prawą stopę oparła o zewnętrzną krawędź, na tle ciemnej
ściany kafelków widać było wyraźnie, jak nad jej skórą
unosi się gęsta para. Druga stopa spoczywała na dnie,
a żyły w niej pulsowały gorącą krwią. Lewe udo oparła
o ścianę wanny, a jej kolano spoczywało dokładnie pod kranem,
z którego co jakiś czas spadała zimna kropla wody. Z samej góry
jej czoła spływały krople potu, wędrowały dalej po jej rozpalonych
skroniach i wzdłuż nosa, a później wpadały do rozchylonych,
suchych ust, albo drżały chwilę na jej brodzie i spadając
rozpryskiwały się na rozgrzanym dekolcie. Serce tłukło się
o jej żebra z ogromną siłą, oddychała ciężko i płytko,
coraz trudniej było jej złapać rześki tlen w płuca.
W końcu wstrzymała oddech zupełnie i osuwając się plecami po
gładkim brzegu wanny, zanurzyła się cała pod wodą. Skulona na boku
jak embrion, leżała tak przez dłuższą chwilę, zakrywając twarz rękami.
Nie mogła już wytrzymać ciśnienia w swojej głowie, czuła na czaszce
każdą żyłę, tętnicę, które drżąc, stawały się coraz szersze i szersze.
Pękła wreszcie. Wynurzyła się z wody i płacząc zaciągnęła się
silnie powietrzem, jak nowo narodzone dziecko.
I po co Ci była ta szopka, kretynko?
On i tak przyjdzie i zapyta gdzie byłaś dzisiaj w nocy.
4 komentarze:
Przeczytałem wszystko co było na głównej stronie za jednym razem. Resztę wchłonę w późniejszym czasie. Naprawdę ciekawie piszesz, masz płynny styl i co najważniejsze, w większości tego co tworzysz - nie popadasz w banał. Połączenie bezpośredniości niektórych słów i siły subtelnych zagrań językowych, jest naprawdę doskonałą mieszanką dla tego typu literatury. Niegdyś nazwano by ją nowelką lub miniaturką, dziś nazywa się to szortem ;) Jestem urzeczony niektórymi utworami. Tak trzymaj, a coś z tego będzie. Musisz jeszcze doszlifować co prawda diament własnego stylu, bo trąci to czasem zbyt mocno współczechą i wynikającym z postmodernizmu pesymizmem zmieszanym z pozostałościami po kimś kogo nazywa się dziś (tylko rzecz jasna nie bierz tego do siebie) "emo", aczkolwiek to, co piszesz już oczywiście takie nie jest. W każdym razie świat nie jest do końca popsuty, a w swoim pisaniu zbyt często zapominasz o zasadzie Jing i Jang. Aczkolwiek jak to piszesz Haruki Murakami: "Tylko z rozpaczy, utraty złudzeń i smutku może narodzić się radość. Nie istnieje prawdziwe szczęście bez rozpaczy"...co zresztą potwierdzają słowa Williama Blake'a : "Nadmiar smutku się śmieje, nadmiar radości płacze" ;)
Pisz dalej, a ja tymczasem idę nakarmić koty.
phi...zrobiłem 2 błędy w komentarzu :P wybacz;) Autokorekta jest u mnie wskazana :) Pozdrawiam
P.
dopiero przeczytałam Twój eleborat. Dziękuję. Fakt, stylistycznie szwankuje i brak jednoznacznej koncepcji na siebie i swoje pisanie, a ponadto jakoś pomysłów mniej. Wiem, że czasem powiewam pesymizmem, ale ja go lubię ;) Ja mam lepszy cytat, ale nie pamiętam czyj: "Nie bój sie cieni, bo oznaczają one, że tuż obok jest jakieś światełko." Ale kilka cytatów i tak nie zmieni mojej natury..
Pozdro dla kotów, też mam ;)
Nikt nie chce zmieniać Twojej natury. Ona i tak sama się zmieni z upływem lat. A cytaty to w gruncie rzeczy najgorsza rzecz, bo ugruntowują nas we własnym, często błędnym myśleniu. Odrzucamy podświadomie każdą złotą myśl, uważając ją za wyświechtane hasełko dla mas, autorstwa Coelho czy innej Chmielewskiej. Nieważne.
Ważne jest, że dobrze się Ciebie czyta. A pesymizm też lubię. Bez niego też się nie ruszam w swojej twórczości. Pozdrowienia z Mosiny :)
Prześlij komentarz