27 września 2009

myśli

Za dużo palę i piję, kiedy Cię nie ma.
Jem mało i rzadko. Bardzo dużo myślę.
O spacerach nad rzeką, piasku w oczach
i pod bluzką, gorzkich słowach przy kolacji
i tych ciepłych za kołnierzem tuż po niej,
o Twojej skupionej twarzy w moim lusterku,
tuż za moim ramieniem, kiedy się maluję,
o Tobie w moim kapeluszu i sobie w Twojej koszuli,
o Tobie przy mnie, ze mną, na mnie, we mnie
i o Tobie poza moim zasięgiem.

Wychodzę z mieszkania dopiero wieczorami,
bo świeże powietrze najlepiej uspokaja mój zmęczony
organizm. Chłód wieczoru przedziera się przez
przerzedzoną pajęczynę starego swetra, otulającego
moje sine, nagie piersi. Opuszkami zmarzniętych palców
muskam korę przydrożnych drzew. Idę wolno, szurając butami
i potykając się o grube korzenie.

Nocami nie śpię. Snuję się po mieszkaniu jak
ćma, która pragnie światła, a nie może go
sama wzniecić. Wypatruję Cię w oknie, choć
wiem, że i tak Cię w nim nie zobaczę, ale jeśli
kiedyś jednak będziesz w okolicy, to może dojrzysz
mnie za pomazaną szybą i nawet jeśli uśmiechniesz
się idąc dalej, to będę wiedziała, ze warto było czekać.

Nad ranem kładę się do łóżka, naciągam kołdrę na głowę,
żeby wstające słońce nie kłuło mnie w oczy.
W końcu spada na mnie ciężki, ołowiany sen.
Coraz trudniej mi się z niego wybudzić.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Bardzo ładnie piszesz :)
Smutno, refleksyjnie, jesiennie, poetycko - właśnie tego szukałem dzisiejeszego dnia ;)

Dziękuję i zapraszam do siebie.

www.refleksjeprostegoczlowieka.blogspot.com
www.mojatfurczosc.blogspot.com