- Co jest z tobą? - Powiedziała patrząc na niego jak pochyla się nad kępą polnych kwiatów.
- Wiesz, mam ostatnio taką wkrętę na kolory. – Odpowiedział nie odrywając wzroku od ziemi.
- I co z nimi robisz? – Zapytała marszcząc czoło i mrużąc lekko oczy od opadającego już słońca.
- Patrzę na nie. Staram się zapamiętać. Teraz ten mi się podoba. – Mówił to powoli, z jakimś infantylnym uśmiechem w głosie, akcentując kolejno każdą kropkę.
Podeszła do niego, spojrzała na chabry poruszane wiatrem tuż nad jego przykurzonymi tenisówkami. Były jakieś wymięte, poparzone słońcem, ale nadal biły soczystym kolorem.
On nadal wpatrywał się w nie jak w cud natury, jakby nagle ktoś rozsypał u jego stóp szlachetne kamienie z różnych stron świata. Kłosy żyta ocierały się o siebie tańcząc na wietrze i delikatnie szumiały razem z wiatrem.
***
Ostatnio mam ochotę wtulić się w błękit. Ściągnąć go z nieba ciągnąc za sznurek w dół, jak balon napełniony helem. Uszyłabym z niego kołdrę pikowaną piórami dzikich gęsi. Gwiazdy trzeszczałyby gasnąc na mojej skórze. Usiadłabym po środku i jedząc truskawki włączyłabym na full muzykę śnieżnych pól. Nikt by mnie nie znalazł. Nikt by mnie nie usłyszał.
Idę przed siebie potykając się o czerwień. Maki spływają po butach krwawą strugą. W twarz bije mi gorąca pomarańcz zachodzącego słońca. Myślę o tych ptakach powrotnych, co umierają na rozdrożach wśród pomarańczy, w wierszu Baczyńskiego. Zawsze wizualizuję sobie w głowie tą scenę. Umierający ptak ma w sobie coś mitycznego, jakąś symbolikę chwytającą za serce. Leżąc na ziemi jest taki mały, pokraczny i zupełnie bez sensu, jak zdepnięty ślimak.
Mam ochotę zakochać się na nowo w bieli. Pamiętam kwiaty wiśni, które tak pachną wiosną. Japonia. Pękate, złociste pszczoły, uwijające się w pocie czoła. Nigdy nie mów, że kolory nie pachną. Można je nawet wyczuć dłońmi.
Lubię czasem zamknąć oczy i przewijać pod powieką stare obrazy tętniące kolorem i zapachami. Chwytam w palce źdźbło trawy i przesuwając je w poprzek linii papilarnych czuję, jak krawędź zieleni przecina mi skórę. Kropla krwi napełnia się purpurą. Spływa po palcu trzęsąc się jakby z zimna. Oblizuję ją i czuję na języku słodki smak płynnego metalu.
Krew o innym kolorze nie smakowałaby tak dobrze.
Lubię z Tobą bawić się w synestetyków. Jutro pokażesz mi więcej.
Dla Adamo, bo zawsze-cholera-przeciera mi oczy i pokazuje coś nowego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz