An every single week
Come lets bring light
To the night of need
Bonobo – Nightlife (feat. Bajka)
Z słuchawki sączy się twój głos, ciepły i gęsty jak czekolada, która dopiero co rozpuściła się w słońcu. Usiłuję złapać cię za strzępy niewypowiedzianych myśli, za te półmilczenia i ćwierćoddechy. Noc chłodzi nagie ramiona, które czekają za snem i ciepłem wspólnej kołdry. Popijam w tych pauzach Ballantine’sa z colą. Przy każdym łyku kostki lodu rozbijają się o zaparowane szkło. W myślach świdruję cię wzrokiem jak francuska kochanka pachnąca elegancją perfum Madame Charmant. Trzepoczę pospiesznie rzęsami, pod nimi tli się iskra pożądania, ukryta jeszcze dalej, gdzieś za ścianą rogówki. Wabię cię do siebie na magnes tkwiący w moich źrenicach. Utopię cię w nich, to tylko kwestia czasu.
Ssę kostki lodu tak, jakbyś mógł to zobaczyć. Chłodna woda wycieka z moich ust i ogrzewa się powoli płynąc w dół po moim podbródku. Spływa leniwie niżej, po szyi w kierunku ramion. Zatrzymuje się w zagłębieniach koło sterczących obojczyków. Ostatnio jakoś bardziej je widać, schudłam przez stres i papierosy. Na samą myśl, że mógłbyś teraz zlizywać rozpalone krople z moich piersi, dostaję gęsiej skórki. Lekki dreszcz przebiega przez kark, symetrycznie wzbudzając też skórę na piegowatych przedramionach. Siedzę w półmroku przedświtu, na powiekach błyska zmęczenie, a ja układam sobie ciebie w myślach w mojej śnieżnobiałej pościeli. Leżysz z twarzą zwróconą do okna, w twoich oczach odbija się światło bladej żarówki. Spoglądasz na mnie co chwilę, jakbyś chciał się upewnić czy na pewno jestem obok. Potem zakrywasz oczy małomówną powieką i przesuwasz palec wzdłuż mojego kręgosłupa. Czuję ciepło twojego oddechu na zmarzniętej szyi. Masz delikatne dłonie, miękkie i lepkie jak wata cukrowa. Twój pot zdenerwowania miesza się z moją chęcią. Przesuwasz lewą dłoń w kierunku mojego brzucha. W pośpiechu pieścisz kciukiem mój pępek. Drugą ręką głaszczesz mnie po policzku, a twoje usta płyną pocałunkami wzdłuż linii moich włosów. Czuję na łydkach twoje chłodne stopy, kolana splątały się nam na supełki.
Nie puszczaj mnie i zostań, dopóki pierwszy promień nie przetnie czarnej peleryny nocy.
Głosy w słuchawce powoli słabną, chrypią i grzęzną w plątaninie kabli i głupich myśli. Robisz zabawne miny, wiem to. Mruczysz cicho i przeciągasz się jak kot. Prężysz kręgosłup i wtulasz policzek w cichą poduszkę. Przytulasz się plecami do zimnej ściany. Pikantne słowa nawlekam na telefoniczny kabel i owijam wokół palca. Uśmiechasz się zawsze, kiedy przestajesz mówić. Milczysz przez moment, żeby mnie posłuchać.
Dotykasz mnie w swoich myślach,
a
ja
to
lubię.
Dla Kubsona za mruczenie do słuchawki o północy,
rozmowy pełne treści i czasu
i małe cisze „do kolejnego wejścia”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz