16 stycznia 2009

butelka

Chciałam utopić smutek w butelce wina, bo wódki nie lubię.
Podobno to pomaga, według mnie-to bez sensu. Może i smutek
faktycznie się utopi, ale co z tego, skoro i tak wypiję
go razem z winem? Chyba, że smutki rozpuszczają się w alkoholu,
ale nie wiem na pewno, czy tak jest. Poza tym, przecież nie
pluję smutkiem do butelki, bo piję z kieliszka,
więc jak on się niby ma dostać do środka?
A jeśli nawet, to skąd wiadomo, że na pewno nie zostaje
na dnie i jeśli nie wypiję całej butelki, to później znowu
go połknę i przeniknie mnie na nowo? A może smutki pływają
po powierzchni i wystarczy tylko zaciągnąć się cierpkim
aromatem alkoholu, żeby znowu załamać ręce?
Nie wiem jak jest i czy kiedyś w ogóle się dowiem.
Butelka już pusta, a w głowie jakoś więcej abstrakcji,
niż faktów. Zatykam korkiem butelkę, bo słyszę, że coś
jeszcze tłucze się w środku. Może to tylko szum w moich uszach,
ale nigdy jej już nie otworzę.

Brak komentarzy: