Szósta
Wariatka nade mną, przy głośnym akompaniamencie
radia, trzaska talerzami w zlewie. Sąsiad spod
trójki, zawzięcie naparza w rury i drze się,
że "kurwie nogi z dupy powyrywa".
Szósta trzydzieści
Wariatka nade mną cały czas pomywa.
(Robi to codziennie. Siedem dni w tygodniu.
Zupełnie, jakby robiła wcześniej bankiet
na kilkadziesiąt osób. No.
Siedem, kurwa, dni w tygodniu.)
Szósta czterdzieści pięć
Sąsiad spod trójki, waląc stopami o schody
jak słoń afrykański, zmierza pod drzwi wariatki
nade mną. Naparza w nie, drąc się i szarpiąc
za klamkę. Ona, jednak, nie otwiera.
Siódma pięć i trzydzieści dziewięć sekund
Wariatka nade mną przestaje pomywać i wyłącza radio.
Sąsiad spod trójki, ostatni raz się drze:
"Godzina, kurwa, pięć jebanych minut i trzydzieści
kurwa sekund! I tak, kurwa, w kółko! Jebana krowa."
Siódma piętnaście
Sąsiad spod trójki wchodzi pod prysznic. Słyszę,
jak sapie, stęka, pomrukuje i co jakiś czas,
soczyście odkrztusza flegmę.
(Zawsze mnie zastanawia, dlaczego on zawsze czeka
z prysznicem do momentu, aż wariatka skończy pomywać.
Pewnie się boi, że nie będzie miał ciepłej wody.
Tak, to na pewno o to chodzi.)
Siódma trzydzieści
Sąsiad spod trójki głośno płucze sobie gardło.
Co chwilę spluwa wodą, a później przez chwilę kaszle.
Zaraz pójdzie do kibla. Tego nie wytrzymam.
Siódma czterdzieści.
Idę do pokoju obok. Za ścianą, studenci umilają sobie
poranek, stękanym stosunkiem-gdzieś między kawą a tostem.
Całe łóżko trzeszczy, a sprężyny chyba zaraz werżną się
im w dupy lub kolana.
Wytrzymuję do dwóch jej orgazmów. On znowu nie może dojść.
Może jej kolejny orgazm w końcu go podnieci.
Sypią się jak króliki. Ten koleś, to chyba tylko na gumki
zarabia.
Siódma pięćdziesiąt
Był trzeci orgazm. Znowu jej. Coś nie ma koleś szczęścia.
Idę sobie zrobić kawę.
Siódma pięćdziesiąt trzy
Gruba spod piątki drze się na starego. Cudownie smakuje
mi kawa, kiedy się kłócą.
"-Znowu byłeś u tej ździry! Nie wiem, co ty widzisz w tej
chudej szkapie!
-No właśnie widzę, kurwa! U ciebie nawet w dzień
cycków od dupy nie odróżniam!"
Idę sprawdzić co tam u królików.
Ósma dziesięć
Powinnam wychodzić do pracy. Już mi się seks
z kawą pomieszał. Nawet tosta nie zjadłam.
Króliki ucichły. Pewnie pokicały na uczelnię.
Sąsiad spod trójki, od dziesięciu minut ogląda swój
serial na polsacie. Wariatka nade mną poszła po bułki,
a gruba spod piątki, pewnie już się pogodziła ze starym.
Nic tu pomnie-idę do pracy.
Ósma pięćdziesiąt pięć
Wchodzę do mojego biura. Siadam za biurkiem.
Patrzę w okno, a po chwili zaczynam kreślić moim
jednorazowym piórem, ślepą wizję własnej przyszłości.
Nagle do pokoju wchodzi cisza. Stąpa lekko po linoleum
i bezszelestnie zatrzymuje się przy moim krześle.
Przez moment patrzy na mnie swoimi zółtymi oczami,
a po chwili, siada na moich kolanach.
Lubię tę ciszę. Długo jej szukałam.
Niemy kot, to przecież ewenement.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz