Dzień 1
Cukierki patrzą na mnie z okien wystawowych.
Boli mnie brzuch, cieknie ślina.
Dzień 2
Cukierki nadal patrzą i słyszę jak inni z uśmiechem
odwijają je z papierków, a one szeleszczą kusząco.
Dzień 3
Stoję przed sklepem i patrzę jak tłusta baba pakuje
do siatki grubo ponad kilogram różnych smaków.
Przytykam nos do szyby i spuszczam wzrok.
Dzień 4
Odważyłam się. Wchodzę do sklepu i w myślach wybieram to,
z czym wyjdę, czym będę szeleścić za chwilę i co ciepłem
ust uznam już za swoje.
Jeszcze nie. Wychodzę.
Dzień 5
Znowu sterczę pod sklepem i palcem po szybie wodzę od
czekoladowych, przez orzechowe, aż po truskawkę.
Nie mogę już. Nie wytrzymam.
Dzień 6
Sprzedawczyni wychodzi przed sklep i z uśmiechem wciska
mi do ręki kolorową landrynkę w przezroczystym papierku.
Patrzę na nią, mrugam powiekami i nie wiem co powiedzieć.
Kobieta odchodzi. Jeszcze przez chwilę brzęczy dzwoneczek
nad drzwiami.
Dzień 7
Sklep zamknięty. Światło zgaszone. Przyszłam tylko na chwilę,
żeby popatrzeć. Wyciągam z kieszeni kolorową landrynkę
i przykładam do nosa. Czuję jej słodki zapach. Odpakowuję
ją i oblizuję kilka razy. Jest pyszna, słodka, soczysta
i przypomina mi lato. Zapakowuję ją spowrotem.
Dzień 8 i każdy nastęny
Umiem już bez goryczy patrzeć w okna wystawowe,
lizać cukierki przez papierek lub trzymać je w ustach
tylko przez krótką chwilę. Nie potrzebuję nic więcej,
tak myślę. Poczekam, aż Ty sam przyniesiesz mi paczkę
cukierków, pozwolisz mi zjeść wszystkie-bez papierków.
Na końcu się uśmiechniesz, a mnie rozboli brzuch,
ale bynajmniej nie od Twojego uśmiechu.
No to czekam.
1 komentarz:
poda mi się. wreszcie.
Prześlij komentarz