15 lutego 2009

już wiosna

Pierwszy raz zobaczyłam ją miesiąc temu.
Miała twarz białą jak porcelana, ogromne,
błękitne oczy i purpurowe usta, jak świeża krew.
Pszenne blond włosy wpadały jej do tych pięknych oczu,
ale ona nie zamrugała nigdy ani przez chwilę,
nie odgarniała ich z twarzy. Cały czas była spokojna i piękna.
Od pierwszego spotkania odwiedzałam ją codziennie.
Nie romawiałyśmy. Patrzyłam na nią,
a później odchodziłam bez słowa.
Ona też spoglądała w moim kierunku,
ale chyba nigdy tak naprawdę nie spojrzała
właśnie na mnie. Byłam jej obojętna,
nawet nie wiem, czy wiedziała, że ją odwiedzam,
że przychodzę właśnie do niej, żeby na nią popatrzeć.
Przez całą zimę spędzałyśmy razem kilka godzin dziennie.
Nigdy nie powiedziała mi jak ma na imię, a ja nigdy
nawet o to nie zapytałam.
Kiedy nadeszła wiosna, jej policzki się zaróżowiły,
a oczy nabrały blasku i odbijały blade słońce.
Przez kilka dni jej nie odwiedzałam.
Zwątpiłam w to, że kiedykolwiek poznamy się naprawdę.
Nie przychodziłam, ale i tak cały czas wypełniała moje myśli.
Poszłam do niej pewnego popołudnia, żeby ostatecznie
się pożegnać. Nie było jej.
Biegłam wzdłuż rzeki, ale nigdzie nie było
śladu jej pszennych włosów, ani kremowej sukienki.
Brodziłam w wodzie, co jakiś czas prąd rzeki zwalał
mnie z nóg. Nigdzie jej nie znalazłam.
Cóż, odpuścił mróz, stopniał śnieg i lód na rzece też
zniknął bezpowrotnie. Zima odeszła na dobre,
a topielce wraz z nią. Już wiosna.

Brak komentarzy: