Dzisiaj mokry dach mojego domu,
jest mi droższy, niż gorący piasek pod bosą stopą.
Dzisiaj otwieram szeroko okno i z nadzieją patrzę w dół.
Czarne chmury pożarły słońce. Sznurowadła tańczą
na wietrze, farba cichym chrupnięciem odpryskuje z parapetu,
zimne powietrze wdziera się pod bluzkę i chaotycznie
biegnie w dół po plecach.
Jest za wcześnie, w świetle dnia wciąż rosną skrzydła.
Zostawiam otwarte okno.
Trzymam w ręce parasol, żeby dodać sobie odwagi.
Blaszany parapet ugina się leniwie. Jest tak cicho,
że słyszę jak sucha farba upada na chodnik.
Otwieram parasol i wyciągam go przed siebie.
Zimny wiatr szarpie nim na boki. Składam parasol.
Jest za wcześnie.
Czekam aż pójdziesz spać, nie chcę Cię obudzić.
Wreszcie zamykam oczy i biegnę w stronę okna,
żeby wybić się z parapetu i skoczyć, zanurzając się
po sam czubek głowy w falującym, zimnym powietrzu.
Stopy ciężko i niepewnie spadają na dywan,
korytarz dłuży się nadzwyczajnie.
Nagle uderzam głową w podwójną szybę.
Szkło pekając wbija mi się w twarz, rani ręce,
przecina brzuch i nogi, ciepła krew razem z potem
malują bohomazy na moim ciele. Wypadam z okna
i ciężko spadam na chodnik wśród dzwonienia
potłuczonego szkła.
Nie tak to miało wyglądać.
Całe życie myślałam, że najbardziej powinam unikać
otwartych okien. Myliłam się. Nie przewidziałam,
że możesz zamknąć okno, żebym w nocy nie zmarzła.
2 komentarze:
Uważaj na okna Smutku uważaj
uważam.
Prześlij komentarz