3 marca 2009

o niej

Wciąż za mną kroczy. Idzie wolno i cicho
stąpa po chodnikach i dachach, nie wyprzedza mnie,
nie podkłada nóg-zupełnie jakby jej nie było. Wciąż idzie.
Patrzy mi na ręce kiedy maluję rzęsy, stoi za mną
w kolejce po bilet, siada w autobusie na miejscu obok.
Wtedy potrafię ją oswoić.
Kiedy jestem sama-jest ciemno, nie mam już
czym zająć rąk, ani uszu, a oczy same się zamykają-
często siada koło mnie na łóżku i w milczeniu mi się
przygląda. Zastanawiam się wtedy jak bardzo ona istnieje
i czy warto z nią chodzić pod rękę.
Staram się w ciemnościach dostrzec wyraz jej twarzy,
wytrzeszczam oczy, nie mrużąc ich, żeby nie umknął mi nawet
najmniejszy zarys, wyłowiony na ślepo z gęstej ciemni.
Wyciągam rękę przed siebie, ale nie mogę jej dotknąć, dosięgnąć
Ona wtedy, cierpkim, zimnym oddechem zamyka moje powieki
i znika. Rano znów się pojawia. Słyszę cierpliwy tupot
jej stóp i szczękanie łańcucha. Tak bardzo boję się
ją poznać naprawdę.

Brak komentarzy: