Siedział na ławce i nerwowo tupał nogą.
Było ponuro, zimno i wiał przeszywający,
lodowaty wiatr. Nikt poza nim nie wpadłby dzisiaj
na tak absurdalny pomysł, jak marznięcie na ławce,
zwłaszcza, że zanosiło się na deszcz. On jednak, choć
zniecierpliwiony, siedział wciąż w tym samym miejscu.
Co jakiś czas rozglądał się we wszystkie strony,
przyglądał się uważnie każdemu, kto przechodził
obok niego, po czym spoglądał na zegarek, przylizywał włosy
opadające mu na twarz, zwieszał na chwilę głowę, by zaraz
znów unieść ją i się rozjerzeć. Wyraźnie na kogoś czekał,
ale nikt nie nadchodził. Park pustoszał coraz bardziej,
wszyscy gnani czasem i pogodą, pozamykali się w domach,
barach lub ramionach bliskich. Nie wiem ile czasu spędził
na tej ławce. Chłód nadchodzącego wieczoru złośliwie szczypał
go po policzkach i rozkwitał na nich pąsowym rumieńcem.
Obserwowałam go przez dłuższą chwilę. Strasznie intrygowało
mnie kim jest ktoś, kogo tak nerwowo wypatruje. Podeszłam do niego.
Siedział ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w zegarek,
przesuwając wolno palec po jego tarczy.
- Cześć.-Powiedziałam.
Poderwał się z ławki i spojrzał na mnie wielkimi,
orzechowymi oczami wypełnionymi ogromną nadzieją,
sącząca się jeszcze gdzieś zza czarnych źrenic.
- To ty?-Zapytał bez mrugnięcia okiem i nie zamykając ust.
- Chyba nie.-Odpowiedziałam.
Uniósł brwi w zaskoczeniu, po czym ściągnął je przygryzając
dolną wargę i opuścił w rezygnacji głowę.
- Na kogo czekasz?-Zapytałam i sięgnęłam do kieszeni kurtki
po papierosy, żeby ukryć jakoś swoje zażenowanie.
- Nieważne. Nie przyszła, a ja marznę tu jak palant.
- Kobiety...
- Nie, wiosna.-Odpowiedział i kopiąc kapsel od piwa,
odszedł.
Usiadłam na jego miejscu, rozejrzałam się po parku,
spojrzałam na zegarek i przygładziłam włosy rękami.
Poczekam, może chociaż do mnie przyjdzie.
2 komentarze:
nie przyjdzie bo spadła z dachu! na dodatek jej zwłoki miały wydłubane oczy!
pozbiera się w końcu jakoś..jak dla mnie, może przyjśc nawet ślepa..
Prześlij komentarz