13 listopada 2008

niemy list

Palcem na moim ciele, napisałeś bardzo długi list, kiedy spałam.
Obudziłam się nad ranem. Zimne powietrze pływało po moich plecach,
sącząc się wciąż obficie przez otwarte okno.
Z zamkniętymi oczami, uśmiechając się, powiedziałam Ci "dzień dobry"
i poprosiłam, żebyś zamknął okno.
Nie odpowiedziałeś.
Ślepa dłoń zaczęła Cię szukać w pościeli, ale nie znalazła.
Otworzyły się zatem oczy-nie widziały Cię.
Głowa obróciła się w prawo, w lewo, ale oczy nadal Cię nie widziały.
Nogi zeszły z łóżka i poprowadziły ręce i oczy, do pokoju obok-
nie było Cię tam. Nie było Cię również w łazience,
ani w kuchni, ani na balkonie.
Telefon milczał. Nie wiem czyj bardziej-Twój, czy mój
(jeśli cisze w ogóle można do siebie porównywać, jeśli
cisze w ogóle się różnią...) .
Ogarnięta myślą, poszłam do łazienki, wziąć prysznic.
Rozebrałam się i stojąc przed szkłem kabiny,
zobaczyłam swoje odbicie w lustrze.
Całe plecy zapisane były namacalną pretensją.
Starałam się jakoś ogarnąć treść, ale nie potrafiłam.
Czytając wspak, traciłam rezon i ogarniała mnie
jeszcze większa panika. Nie mogłam rozczytać Twojego pisma.
Musiałeś być zdenerwowany, skoro te litery-tak mi zawsze bliskie
i znajome-nagle stały się obce i zupełnie poza moim zasięgiem.
Denerwowałam się i płakałam, bo wykrzywiały się jeszcze bardziej
i znikały pod skórą, kiedy wyginałam się nienaturalnie,
żeby przeczytać całość i zrozumieć.
Zrezygnowana, odwróciłam się twarzą do lustra.
Zobaczyłam brzydką, rozczochraną, smutną i spuchniętą dziewczynę.
Czułam jak łzy spadały na barki i spływały po nagich piersiach.
Uderzyłam rękami w taflę lustra. Pękła krwawą pajęczyną,
roztrzaskała się srebrem i purpurą.
Zakrwawioną dłonią wyjęłam z umywalki większy kawałek szkła.
Był długi i zaostrzony jak nóż.
Wyciągnęłam rękę za siebie i ostrzem przecięłam skórę na plecach,
wzdłuż kręgosłupa. Bolało cholernie, a krew lała się soczyście.
Chwyciłam szkło pewiej, przecinając palce i zadałam kolejne cięcie,
prostopadłe do poprzedniego. Zabolało jeszcze bardziej, piekło
i parzyło jak ogień. Pękło szkło w mojej ręce. Trójkąt skóry,
zwisał z moich pleców, wciąż spływając krwią na białe kafelki.
Nie miałam już siły. Czułam się tak, jakby razem z krwią,
uszło ze mnie życie.
Nie mogłam przeczytać Twojego listu.
Nie mogłam nawet go zdjąć z siebie, wziąć do rąk i przeczytać,
jak każdy inny. Czułam, że te litery palą całe moje ciało
jak żarzący się węgiel. Odcisnęły się piętnem nie tylko na
ciele, ale i na duszy. Płynęły żyłami do mózgu, do serca,
kierowały ruchami rąk i nóg. Sprawiały, że mokra sól
wychylała się bezradnie spod wachlarza rzęs.
Część z tych liter, wciąż płynęła na posadzkę.
Nie mogłam przeczytać Twojego listu, bo tak naprawdę
wcale tego nie chciałeś. Spod mojej ręki, wyszedł ból
płynący gorącą krwią, spod Twojej jednak,
wyszedł ból o wiele większy, bezkrwawy, ale sączący
się jadem i nienawiścią.
Nie pisz do mnie więcej listów.
Nie umiem i nie chcę ich czytać.

2 komentarze:

Unknown pisze...

Niesamowicie makabryczna, utopiona w krwi wizja zakochania, aż się odechciewa flirtować...:p
Współczuję tak realistycznych snów..

..w tym jedynie wypadku dobrze, że elektroniczne listy wypierają te naturalne...;)

FFLiL aka Furria pisze...

to nie był sen.. a co do listów, to szkoda, że już się ich nie pisze, nawet na papierze-mają lepszy klimat.