Stanęłam w kącie pokoju i oparłam się spoconymi plecami o chłodną
ścianę. Pokój był pusty i zimny-od dawna nikogo w nim nie było.
Mnie jednak było w nim tak duszno, jakby przed chwilą,
przewędrowała przez niego cała pielgrzymka na Jasną Górę,
zabierając przy okazji cały tlen. Oddychałam szybko i ciężko,
śledząc każde tchnienie, które siwizną przecinało powietrze.
Moje myśli krążyły wokół mnie jak sępy nad cuchnącymi zwłokami,
rozdrapując całość na mozaikę ran i symetrycznych cięć pazurów.
Wygryzały moją głowę od środka, wydziobywały oczy, szarpały nos i uszy,
czyniąc z twarzy wielką, krwawą ranę. Odpędzałam je resztką sił,
krzyczałam i niewidząc nic prócz purpury, drżałam jak liść rzucony
na wzburzone morze. Do krwi rwałam garściami włosy z głowy,
rozdrapywałam sobie oczy i policzki, nie pamiętając o bólu.
Nożem poharatałam sobie piersi, żeby złapać oddech, żeby orzeźwiające
powietrze, wpadło wprost do płuc i chlupiąc gęstą krwią,
tchnęło we mnie trochę życia. Nie mogłam już, nie chciałam już,
nie miałam siły i jak pluszowy pajacyk osunęłam się po ścianie w dół.
Wtedy wszedłeś ty, przywitałeś się beznamiętnie,
omiotłeś wzrokiem pokój, usiadłeś na kanapie i włączyłeś telewizor.
2 komentarze:
...a potem powiedziałeś tylko: " kocham Cie" W tej jednej sekundzie mój oddech powrócił, a pielgrzymka myśli po prostu odeszła.
Liczyła się tylko ta jedna chwila, którą konsumowałam od tej pory przez całe swoje życie.
Troszeczkę pozytywniej Lil
eee takie happy srendy, to Ty se możesz pisać, bo ja aktualnie nie mam na to ochoty. (btw: konsumpcja myśli brzmi przechujowo.)
Prześlij komentarz