14 listopada 2008

o skrzydłach

Ogarnął mnie zły nastrój. Najpierw przysiadł na moim ramieniu,
jak brudny i gruby gołąb, później usiadł na głowie
i powoli wydrążył się do środka. Dziobał moją głowę tak długo
i tak mocno, aż miałam wrażenie, że posiądzie mój mózg,
jak rozpłodowy ogier podsuniętą klacz.
Obiad przez dwie godziny stał na podłodze. Pies czekał,
aż w końcu pójdzie na spacer, a ja oglądałam francuski,
czarno-biały film. Nie znałam tytułu, reżysera, roku produkcji,
a w ciągu kilkudziesięciu minut oglądania, pojawił się tylko jeden aktor
i też nie wiem jak się nazywał..
Ostatecznie, do pokoju wpadła mama i po ostrej wymianie zdań,
w przypływie furii, wyrwała z telewizora kabel od kablówki.
Nie ruszyłam się. Przez dobrych piętnaście minut,
siedziałam w tym samym miejscu patrząc, jak śnieży.
Włączyłam komputer i Snowgoons'ów-na cały regulator.
Bezmyślnie klikałam po kolei we wszystkie foldery na pulpicie.
W końcu ubrałam się, wzięłam aparat i wyszłam.
Spacerowałam po torach jak linoskoczek.
(Nie, linoskoczek wskoczyłby wyżej.)
W każdym razie, szłam po torach i zastanawiałam się co zrobię,
jeśli usłyszę pociąg.
Nieważne,szłam dalej. Co jakiś czas zeskakiwałam z szyny
i stąpałam po podkładach kolejowych.
(Te tramwajowe są z Kutna, a kolejowe gdzie się, kurwa, robi? Nieważne też.)
W końcu zobaczyłam światła pociągu. Toczył się wolno po torach.
Wiedziałam już, że to towarowy i nie ma sensu się pod niego rzucać.
Taka prędkość to żadne wyzwanie.
Zeszłam z torów, wypieprzyłam się o dzikie jeżyny, wstałam i poszłam dalej.
Poszłam na opuszczoną budowę. Od dawna nie było tam nikogo, poza
okolicznymi gówniarzami i menelami.
Weszłam na ostatnie piętro, spojrzałam w dół.
Zakręciło mi się w głowie.
Przypomniałam sobie tę rozmowę o lataniu.
Przypomniałam sobie "Złamane skrzydła".
Spojrzałam w dół raz jeszcze.
Skoro codzienność podcina nam skrzydła, to znaczy, że jednak je mamy.

"Jednym krokiem sprawię, że hukiem przerwę ciszę."

Jednym krokiem zeszłam zatem na dół. Leciałam, ale w dół, tylko w dół.
Nikt mi nigdy nie powiedział, że ze złamanymi skrzydłami nie mogę nawet
poszybować. Spadłam na dół jak tona nieszczęścia, roztrzaskując się
o chodnik jak statek o skałę w czasie sztormu.
Człowiek nie umie latać. Lot w dół, to tylko spadanie.
Takie skrzydła, to se mogę w dupę wsadzić.

Brak komentarzy: