Zasiedli całą rodziną przy białym stole.
Ktoś kaszlał, ktoś się śmiał, ktoś szeptem bluźnił
zasłaniając usta dłonią.
Gospodarz wstał, przełamał opłatek i wznosząc toast,
rozpoczął ucztę. Pokój wypełniał się zapachem grzybów,
choinki i pierników. Gęstniał coraz bardziej
i w cieple rodzinnej atmosfery, rozpływał się uśmiechem
na twarzach przybyłych.
Nagle w drzwiach, stanął człowiek i otrzepując śnieg
z łachmanów, wszedł do środka. Zionął odrażającym smrodem-
zakrzepłą krwią i brudem, pomieszanymi ze świeżym moczem i potem.
W milczeniu i towarzystwie zdziwionych spojrzeń, zajął puste
miejsce przy stole, wziął w brudną dłoń srebrny widelec
i wbił go w rybę. Po chwili, gospodarz uniósł się ze
swojego krzesła i powiedział:
- Panie, to jest miejsce dla bliskich, których w tym roku
zabrakło przy stole wigilijnym, a nie dla pana.
Jak pan tu wlazłeś w ogóle?
- Drzwi były otwarte.- odparł ten, przeżuwając kęs pieczonej
ryby.
- Ale panie, u nas jest taki zwyczaj po prostu, że zawsze jest
puste miejsce przy stole. Wyjdź pan. - kontynuował poirytowany
gospodarz
- Aha, w takim razie przepraszam.- powiedział przybysz,
upuszczając z brzękiem srebrny widelec i ułamując tym samym,
ucho od porcelanowej filiżanki.
Wyszedł. Gospodarz usiadł jeszcze trochę poruszony
i odetchnął głęboko. Nagle coś odezwało się w jego głowie
i w nim samym:
Człowieku, a może to Bóg zaszedł właśnie pod Twój dach?
- Serio? O kurwa...
A to dla złagodzenia wydźwięku:
http://www.youtube.com/watch?v=McMsyPddKpQ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz