4 grudnia 2008

o blondynkach

Jakoś nigdy nie gustował w blondynkach i nawet, kiedy miał
przed sobą naprawdę piękną ich przedstawicielkę, poza przymiotami
fizycznymi, nie dostrzegał nic więcej. Błyskawicznie też,
przychodziły mu na myśl, krytyczne dowcipy, dotyczące głupoty
i prostactwa tych kobiet. Nawet nie próbował się przemóc,
żeby to zmienić, blondynki zawsze kojarzyły mu się więc
z naiwnością, ułomnym postrzeganiem rzeczywistości i wyuzdaniem.
Na nią patrzył dokładnie w ten sam sposób.
Była atrakcyjna, dość bystra, taktowna, zabawna
i czuła, przede wszystkim jednak-namiętna.
Jednego wieczoru, obydwoje upojeni już alkoholem, wracali z pubu,
radośnie zataczając się uliczkami parku. W pewnym momencie on,
przyparł ją do drzewa i oparł się silnie na jej biodrach.
Zaczął namiętnie całować ją po twarzy, szyi i dekolcie,
szczypiąc jej twarde sutki. Bezczelnie wpychał ręce do
jej stanika i majtek, pieszcząc ją tak, że aż piszczała.
Ona w ekstazie, podniesionym szeptem, rzucała sprośne komentarze,
zachęcając go do dalszej gry. W końcu, rzucił ją na ziemię,
szarpnął jej sukienkę, rozdarł rajstopy, opuścił jej majtki
i wszedł w nią głęboko. Kołysał się na niej przez chwilę,
pchając się szybko, po czym spuścił się jej do środka i lekko westchnął.
Wyszedł z niej, wytarł fiuta o brzeg kurtki, wstał i zapiął rozporek.
Odchodząc, tylko raz obrócił się przez ramię. Uśmiechnął się patrząc,
jak po omacku szuka majtek w mokrej trawie.

Brak komentarzy: