Nawijam swoje wspomnienia na słup milowy jak papier toaletowy na rolkę.
Mało romantyczne, ale dość obrazowe, więc niech będzie.
Zwijam je powoli jak kliszę-klatka po klatce. Przyglądam się im z uwagą
i jakąś, co chwilę inną, emocją. Staram się, żeby niechcący nie uszkodzić
ich biegu, ani struktury, żeby żadna zagubiona linia papilarna nie wżarła
się w mój film, nieproszona. Przesuwam delikatnie palce po ramach czasu
i nieuchronnie zbliżam się do końca.
Ostatni klaps, gasną światła, a reżyser, składa swoje rybackie krzesełko
i odchodzi z planu odpalając papierosa. Za nim jak kukły,
telepią się pozostali bohaterowie, styliści, statyści i cała reszta.
Zostałam sama, wypuszczam z rąk scenariusz i patrzę w czerń przede mną.
Nie wiem nawet, czy jest sens tu stać, czy jutro przyjdą tu znowu,
albo kiedykolwiek w ogóle. Siadam na brzegu sceny i machając nogami,
zastanawiam się, czy będzie ciąg dalszy i mam tylko nadzieję,
że moja klisza się nie prześwietliła, bo wtedy, nawet jeśli nie będzie
drugiej części, będę mogła wrócić do pierwszej i żując ciepły popcorn,
odwinąć kawałek filmu i pomyśleć, choć mówiłeś, żebym tego nie robiła.
2 komentarze:
torrenty i piraty załatwią wszystko..;]
nawet film z głowy można wrzucić na serwer?
Prześlij komentarz