7 grudnia 2008

tęcza

Usiadłam na zrębie dachu i spojrzałam przed siebie.
Nareszcie nikt i nic nie zasłaniało mi nieba.
Był pochmurny, jesienny dzień. Spoglądałam to w dal, to w dół
i obserwowałam jak grafitowe niebo miesza się z burą ziemią.
Z wysokości tych kilkunastu pięter, nie mogłam ocenić gdzie
się co kończy, a gdzie zaczyna. Zawieszona gdzieś ponad tym wszystkim,
byłam jak ptak, który przysiadł na chwilę, żeby złapać oddech
i wysuszyć pióra. Z czarnej wełny nad moją głową, coraz częściej
spadały krągłe krople deszczu. Odbijało się w nich blade światło,
uwięzione gdzieś poza zasięgiem mojego wzroku. Czasami lubię deszcz,
a to był właśnie jeden z takich momentów.
Z kieszeni kurtki wyjęłam paczkę papierosów i sfatygowaną zapalniczkę.
Wypuszczając dym z ust i patrząc jak dryfuje coraz dalej, by później
rozmyć się zupełnie, myślałam o tym, że teraz choć na chwilę mam
swój własny obłok. W zimnym powietrzu dym był jeszcze gęstszy-
zagęszczony moim ciepłym oddechem. Mogłam utopić w nim dłonie
i przepuszczać go przez palce tak, jak przepuszczam czas na co dzień.
Później, wędrował gdzieś dalej i znikał dołączając się może do innych.
Nagle z pomiędzy chmur, zaczęło nieśmiało przebijać się przygaszone
słońce. Gdzieś dalej rozpięła się tęcza. Podobno po potopie,
Bóg, w geście przymierza z ludźmi, oparł swój łuk na chmurach
i tak powstała tęcza. Czy to prawda-nie wiem, zbyt wydumane
i rozpoetyzowane jak dla mnie.
Wstałam, spojrzałam przed siebie i zrobiłam krok w dół. Może pójdę
po tęczy i znajdę garnek złota na końcu. Nie wiem, na razie spadam w dół.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

tu Przemus :la da da di da da da da :P


tej 16 grudnia o godzinie 20:30 w Bogocie impressssssssaa holykonowa :P


przyjdz gwiazdo :P

FFLiL aka Furria pisze...

eee.. zawijam kiecę i lecę, kurwa.