15 października 2008

bajka

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żyła sobie księżniczka.
Była zjawiskowo piękna, ale bardzo samotna.
Codziennie wylewała morze łez, siedząc w pałacowej komnacie.
Na nic nie miała ochoty, nie jadła, nie piła, nie czytała, 
tylko płakała. Aż pewnego dnia-jak to w bajkach często bywa-
przybył na śnieżnobiałym rumaku przystojny kiążę i porwał
księżniczkę do swojego zamku. Co noc tulił ją tysiącem uścisków,
kładł spać tysiącem orgazmów i żegnał tysiącem pocałunków.
Co dzień witał ją tysiąsem pocałunków, karmił tysiącem komplementów, 
obsypywał tysiącem płatków róż jej maleńkie stopy. 
Księżniczka nareszcie nauczyła się uśmiechać,
zaczęła normalnie jeść, a każdy problem, który się pojawił,
rozwiązywała wspólnie ze swoim ukochanym księciem.
I żyliby tak pewnie długo i szczęśliwie, z gromadką dzieci,
bo tak przecież w bajce być powinno,
ale pewnego dnia wszystko chuj strzelił.
Książę rzucił księżniczkę, bo go zdradzała z kim popadnie.
On z resztą nie był lepszy-zapylił połowę swojego królestwa.
W efekcie ona popełniła samobójstwo,
a on popadł w głęboką depresję.
Morał z bajki jest taki, że happy end'y to pedał,
a bajki kurwa nie istnieją.
i chuj.

Brak komentarzy: