Obudziłam się rano i spojrzałam na Ciebie. Nie wierzyłam,
że leżysz koło mnie i trzymasz mnie w ramionach.
Spojrzałam raz jeszcze. Pocałowałam Cię w rękę
i poczułam na ustach ciepło Twojego śpiącego ciała.
Położyłam brodę na Twoim ramieniu i patrzyłam
na Twoją spokojną twarz. Nie spałam, a jednak
powinnam się wtedy obudzić. Teraz jest już
za późno, a ja otwieram swoją głowę jak Panodra
puszkę i posyłam wszystkie myśli i słowa na śmierć.
Niech umierają szybko i bezboleśnie, niech zabiorą
ze sobą swoich synów i córki, a moja głowa niech zostanie
pusta i niech wreszcie zabrzmi utęsknionym, martwym echem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz