31 października 2008

zepsuta głowa

Popsuła mi się dzisiaj głowa. Zdenerwowałam się, bo nie mogę przecież
wyjść do ludzi z popsutą głową. Moja głowa jest jak szklarnia, 
jak nielegalna plantacja marichuany gdzieś na odludziu.
Nikt nie wie, co tak naprawdę w sobie kryje, jak do niej dotrzeć,
jak pomóc. Oświetlam moją szklarnię światłem idei,
ogrzewam codziennie rano suszarką, dbam o nią i pielegnuję
jak niemowlaka, żeby nie wylać się potokiem myśli, całą sobą
gdzieś na chodniku biegnąc na tramwaj.
Niepokoi mnie, że nie mogę zamknąć uszu, ani nosa.
Głupie myśli znajdą każdy otwór, żeby się nim wydostać
na światło dzienne i wykrzyczeć moje tajemnice. 
Oczy mogę zamknąć, ale na jak długo?
Przecież nie dojdę nigdzie z zamkniętymi oczami.
Będę rozbijać się o wszystko jak mucha o szybę w samochodzie.
Dzisiaj popsuła mi się głowa. Coś w niej pękło,
myśli zaczęły się sączyć z nieznanego otworu.
Uciekały tak szybko jak powietrze z przekłutego balonu.
Starałam się rękami zatamować strumień.
Płakałam, bo ręce bolały, ciśnienie zbyt duże, myśli
tryskały z głowy jak gorąca krew z przeciętej tętnicy.
Byłam już na ulicy, płakałam i wiłam się na chodniku jak ranne zwierzę.
Ludzie mijali mnie patrząc jak walczę na przegranej już pozycji.
Pan w kapeluszu, spiesząc się do pracy, kopnął gdzieś
wielką kulę moich myśli. Nadepnął ją i pękła. Jeknęłam.
Dziewczynka na skakance, naskoczyła z impetem na inny kłębek myśli.
Rozpadł się na piasek jak porcelanowa laleczka. Jakaś staruszka,
człapiąc rozpadającymi się butami, nadepnęła na kolejny kłębek.
Przykleił się do jej podeszwy i odszedł razem z nią, gdzieś poza punkt mojego widzenia.
Większość myśli przepadła, skompromitowały mnie przed przechodniami. 
Marną resztkę zaczęłam zbierać do torebki.
Zdeptaliście i zabiliście butami moje myśli i uczucia.
Może ten Pan wracając z pracy, odnajdzie w trawie kłębek mojej wiary.
Może dziewczynka, pojawi się znowu na tej ulicy i odda mi moją nadzieję.
Może staruszka, zdejmując buty, odklei od podeszwy zarodek miłości.
Nie mogę przecież chodzić z popsutą głową.

Brak komentarzy: