Idę do pracy. Element mojej codziennej, nudnej, zastałej, śmierdzącej rutyny.
To nie stabilizacja, ani spełnienie-po prostu nuda.
Czuję się uwiązana. Uwiązana na smyczy mojego czarującego kierownika.
Mam swój numerek, kartę szczepień i swoje miejsce w szeregu.
Napędzam maszynę. Jestem małym trybikiem, który kręcąc się
i pracując w pocie czoła, jak pszczoła w ulu, rzekomo spełnia swoje zadanie
i przyczynia się do rozwoju firmy. Jestem zatem niezbędna i jeśli ja się przewrócę,
to wszyscy inni przewrócą się również, jak klocki domino. Na pewno?
Może nie, ale nawet jeśli nie, to będąc nawet tą pierdoloną pszczołą-jedną z tysięcy,
w tym pierdolonym ulu, napierdalając ten jebany miód, chyba zasługuję na szacunek?
Będąc najmniejszym nawet trybikiem?
Dlaczego zatem przychodzi Pani do sklepu i traktuje mnie jak plebs?
Dlaczego durnie pyta się Pani czy jestem z obsługi, skoro na plecach i na ramieniu
mam wyjebane logo?
Dlaczego zachowuje się Pani jak słoń w składzie porcelany,
wpierdalając się z torebką we wszystkie półki?
I dlaczego przeprasza Pani za to od niechcenia, jakby zaraz miała się Pani zerzygać
tym przypływem kultury osobistej, który i tak do Pani nie pasuje?
Dlaczego potrzebuje Pani pomocy, kiedy akurat tańczę na drabinie?
Dlaczego jest Pani taka niecierpliwa, upierdliwa, sapiąca i z pretensją?
Trybiki są cierpliwe, pszczoły też dużo zniosą. Pracują, żeby nie obudzić
lawiny domino. Niech Pani sobie nie myśli jednak, że może mnie Pani
traktować jak popychadło. Niech szanuje Pani kurwa wszystkie trybiki
i pszczoły, bo bez nas, takie trutnie jak Pani, srałyby pod siebie i dzięki dwóm,
lewym rączkom, umarłyby z głodu. Szanuj kurwa trybiki i pszczoły, babo
i powiedz to też temu kutasowi obok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz