16 października 2008

o klaskaniu

Umówiliście się, że to głupie, że to tchórzostwo. Umówiliście się, że jestem młoda,
że to bezsensu. Mieliście rację, ale ja miałam swoją rację.
Jak Eleonora z Tanga Mrożka, chciałam  położyć się na katafalku
i umrzeć. Gdybym tak naprawdę mogła wybrać ten moment. 
Połóż się, zamknij oczy i klaśnij dwa razy, żeby umrzeć,
raz, jeśli się rozmyśliłeś.
Raz. Dwa.
Nie wyszło. Jednak żyję. Pozbierałam się jakoś.
Pod schodami chrapie pies. Jestem sama w domu.
Dzisiaj znowu chce mi się klaskać.
Schodzę na dół, żeby zgasić światło i po raz ostatni idę po schodach.
Jeszcze jedna lampka się świeci. Podchodzę i gaszę ją.
Raz. Dwa.
Wiem, że oświetla ramkę ze zdjęciami.
Zapalam ją jeszcze raz. Widzę siebie i siostrę.
Mam może dwa, trzy lata, ona o dwa więcej.
Leżymy w dużym łóżku obok siebie i pod kątem prostym
do małych usteczek, trzymamy butelki napełnione ciepłym mlekiem.
Nad tym zdjęciem, na innym, uśmiecha się dziadek. Takiego go pamiętam.
Raz.
Ty wiesz, jak porozwieszać zdjęcia, mamo.

Brak komentarzy: