27 października 2008

ratio vs faith

Po kolejnej, ostrej wymianie zdań, nie mogłeś zrozumieć jak to możliwe,
że jestem aż taką irracjonalistką. Przypomniało mi się, jak szliśmy w nocy
do domu z centrum miasta. Patrzyliśmy na gwiazdy. Pokazałeś mi wtedy
Kasjopeję i Strzelca. Rozmawialiśmy o astrologii i numerologii.
Śmiałeś się ze mnie, że wierzę w te bzdury, a ja powiedziałam Ci wtedy,
że nie wszystko da się poznać rozumem i że, choć byś się uparł, 
to nie wymyślisz wzoru na spadające gwiazdy. Na chwilę zamilkłeś-
nie przypuszczałeś, że to powiem.
Dzisiaj zamknąłeś się ze złością w swoim pokoju i zabroniłeś mi wchodzić.
Siedziałeś przy biurku. Przed sobą miałeś arkusz papieru w kratkę,
a w ręce ołówek. Nie wychodziłeś przez kilka godzin.
Starałeś się mnie obliczyć. Układałeś wzory, wyciągałeś pierwiastki,
obliczałeś średnie, sumowałeś, mnożyłeś i podnosiłeś do kwadratu
moje cechy charakteru.
W końcu wyszedłeś i powiedziałeś, że z matematyką mam tylko tyle
wspólnego, że ciągle się zaokrąglam.
Oboje wiedzieliśmy jednak, że to ja miałam rację, bo na osobnej kartce, 
starałeś się wyprowadzić wzór na spadające gwiazdy i Ci się nie udało.

Brak komentarzy: