16 października 2008

rzeka

Chyba znowu muszę to zrobić. Znowu chce mi się krzyczeć,
ale nie chcę, żeby ktoś usłyszał mój głos.
Chcę krzyczeć szeptem. Niech umkną ze mnie
same emocje, bezdźwięcznie,tak,
żeby nikt nie słyszał,o czym krzyczę.
Stoję tu sama.
Godzina ósma rano. Półwiejska.
Wszyscy spieszą się do pracy, na uczelnię,
gdziekolwiek. Wszyscy, poza mną.
Stoję tu sama, pośrodku tłumu.
Dla mnie, nie ma tutaj nikogo.
Ja dla innych też, jestem tylko
szarą cząstką płynącej ulicą, rzeki istnień.
Nawet gdybym krzyczała, nikt by mnie nie usłyszał.
Ktoś wytknąłby mnie palcem i zasłaniając usta, szeptał
podnieconym głosem jakieś idiotyzmy na mój temat.
Ktoś, spojrzałby na mnie tylko, unosząc w niedowierzaniu
krzaczaste brwi i wykrzywiając usta w pokpiewającym grymasie,
burknąłby coś obraźliwego pod nosem.
A ja tak stoję i już nie chce mi się krzyczeć.
Krzyczeć na Was, krzyczeć o Was, krzyczeć do Was
i na pewno nie dla Was.
Stoję, już nie krzyczę, ale stoję,
bo nie umiem płynąć Waszą rzeką,
a nikt nie chce podać mi nawet złamanego wiosła.




dla Soul to Squeeze
w geście podzięki za niedokończoną rozmowę.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Dziękuję FFLiL